Dumny z bycia Psem – książka?

Życie polega na wieszaniu sobie poprzeczek coraz wyżej. Ten pomysł krążył w mojej głowie od zawsze. 
Daję wam pierwszy rozdział książki, którą planuję wydać. No chyba, że po przeczytaniu tej próbki powiecie, że nie warto. 
Eeeeee… w sumie to i tak ją napiszę, bo kilka lat temu też od takiego jednego usłyszałem, że nie warto.

Miłej lektury…


– I pamiętaj. U nas w kancelarii zawsze wyjmujemy baterie z telefonów!
To były pierwsze słowa jakie usłyszałem po skończeniu studiów prawniczych i udało się załapać na staż do pewnej kancelarii adwokackiej.
Nie bardzo wiedziałem o co chodzi. Coś tam mi przebąkiwali o podsłuchach, tajnych służbach itp. Dżizass. Przecież będę pracował w miejscu gdzie ludzie się rozwodzą, walczą o spadki albo ściga ich komornik.
No i tutaj grubo się pomyliłem. Jednym z moich głównych zadań było pilnowanie harmonogramu spotkań z klientami. Ważne aby spotkania się nigdy nie zazębiły. Jak wiadomo pieniądz nie śmierdzi i mój mecenas brał wszystko co popadnie. Doszło więc do tego, że reprezentował przed Sądem kilka przestępczych grup zbrojnych wzajemnie się zwalczających. Chwila nieuwagi w grafiku i mogło dojść do strzelaniny w poczekalni. No a tego nikt nie chciał. Martwy klient nie płaci.

Z każdym dniem moje zdumienie rosło podobnie jak mięśnie ochroniarzy panów “biznesmenów”, którzy wpadali po poradę. Zawsze mili, zawsze uśmiechnięci. Coś co ich wszystkich łączyło to zapach. Gdy szef wchodził do gabinetu mecenasa to jego asystenci od razu wyjmowali wielkie pudła z żarciem i karmili swoje mięśnie. Gdy mnie pytasz jak pachnie hardcorowa kancelaria adwokacka to odpowiadam: ryż z kurczakiem. 

Praca była w sumie fajna i przyjemna. Mecenas przyjmował ludzi a nam galernikom tzn. magistrom po prawie bez szans na aplikację rzucał kwity na biurko do obrobienia. Potem on poprawiał przecinki, dodawał kilka prawniczych bajeranckich zwrotów i klient płacił bez szemrania. Zadziwiało mnie jaką moc ma moja drukarka. Mogłem z niej np. wypuścić pismo do Sądu, aby gościa, który mieszka w 300 metrowej willi z basenem i jeździ Porsche Cayenne zwolnić z kosztów sądowych w kwocie 200 zł bo klient nic nie ma. I Sąd to klepał. No miodzio. Do kancelarii same takie biedaki przyjeżdżały. 

Pewnego dnia siedząc przy oknie zobaczyłem jak na piaskownicy siada 2 metrowy chłop składający się z ogolonej głowy, 13 fałd na karku, 8m2 tatuaży oraz 130 kg mięśni. Chłop siedział i czekał, aż jego pan skończy wizytę u mecenasa. Nagle do kolosa podszedł mały chłopczyk z rowerkiem. Pokazał paluszkiem a wielkolud od razu przystąpił do akcji. Okazało się, że dziecku spadł łańcuch i konieczna jest fachowa pomoc. Zdumiony byłem, że ktoś kto miał palce grubsze od ramy rowerka potrafił tak sprawnie założyć malutki łańcuch. Uśmiech dziecka bezcenny. Wielkolud pokazał jeszcze maluchowi bicepsa. Zleciały się inne dzieci. No kurde to nie jest codzienność mieć na placu zabaw krzyżówkę niedźwiedzia grizzly z gorylem. A wszystko to pomieszane jeszcze z dobrotliwością króliczka. Patrząc na te placowe animacje usłyszałem jak klient mówi do mecenasa:
“…nosz kurwa mówiłem Małemu, żeby panował nad sobą i tylko postraszył frajera a ten mu poprzecinał nożem achillesy…”
Mecenas uspokoił klienta, że jakoś to będzie i uda się raptusa wyciągnąć z tarapatów. Klient wyszedł przed kancelarię. Popatrzył na grupę dzieci otaczającą jego ochroniarza i krzyknął: Mały idziemy czy będziesz się bawił w Arnolda w przedszkolu?

Aż mnie dreszcz przeszedł…

Drugi dreszcz mnie przeszedł gdy zacząłem dostawać wypłaty. Hardcorowa kancelaria to i wypłata hardcorowa tzn. płacona nie wiadomo kiedy i nie wiadomo ile. Musiałem nauczyć się żyć jak Mecenas tzn. od klienta do klienta. Tyle, że ja musiałem wyżyć za 10% tego co miał mecenas.Jakoś to mi tak nie przeszkadzało. Była przygoda. Miałem fajnych hehehehe „znajomych” na mieście, czułem, że zmieniany świat. No może niekoniecznie na lepszy ale zmieniamy.

I wtedy w moim życiu pojawiła się Ona. Kobieta mojego życia, która przekonała mnie, że mogę sobie zmieniać świat byle tylko mieć zdolność kredytową. Ślub w drodze, plany mieszkaniowe i ogólnie wchodzimy w klimaty rodzinne. Tymczasem wizyta w MediaMarkt poraziła swoją brutalnością bardziej niż przecięte achillesy. Okazało się, że nie mam zdolności kredytowej, żeby kupić pralkę na raty. Zarabiałem dobrze ale niczego nie miałem na papierze. Upokorzony stojąc z przyszłą małżonką przy punkcie ratalnym zobaczyłem jak do sklepu wchodzi patrol policji. Przyjechali na interwencję do złodzieja sklepowego. Moja żona popatrzyła na nich. Popatrzyła na moje ówcześnie wysportowane ciało. Przeanalizowała, że jestem po prawie i mówi: tyyyyy a może ty byś do Policji wstąpił. Dalej będziesz robił to samo co teraz tyle, że na umowie i dodatkowo po jasnej stronie mocy.

Zawsze słucham żony. To podstawa udanego związku. Gdy czujesz, że zbliża się dyskusja z kobietą to odpowiedz sobie na zasadnicze pytanie: czy chcesz mieć rację czy chcesz być szczęśliwy?

Kilka miesięcy później wypowiedziałem słowa roty ślubowania i odebrałem policyjną gwiazdę z numerem 811811. 

Jednym z pierwszych moich zadań było doprowadzenie przebywającego w Areszcie Śledczym mężczyzny do Sądu na rozprawę. Otworzyły się drzwi celi i moim oczom ukazał się… Mały. On mnie nie poznał. Nie był w stanie. Przez całą drogę płakał krokodylimi łzami. Nie był w stanie zapanować nad poczuciem, że przez najbliższych kilka lat nie naprawi już żadnego rowerka.

A ja wiedziałem, że czeka mnie przygoda życia… 

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. cześć Tereska pisze:

    Dobrze się czyta,tylko z przecinkami widzę problemy…Powodzenia.Czekam na książkę!

Dodaj komentarz