Książki ciąg dalszy…

dnia

Ciekawe czy zgadniesz ile czasu jedzie się samochodem z Opola do Sieradza. To jakieś 135km. Dobra nie będę trzymał w niepewności bo pewnie i tak spodziewasz się, że odpowiedź będzie absurdalnie niedorzeczna skoro o to pytam.
Cztery i pół godziny.


To czas jaki spędzałem przez 6 miesięcy w każdy piątek i niedzielę w samochodzie mojego sympatycznego współmieszkańca na policyjnym kursie podstawowym. W weekendy nie byliśmy skoszarowani tak więc po zajęciach w piątek siup do domku a po południu w niedzielę powrót.

Nie miałem samochodu więc korzystałem z uprzejmości kolegi. Skoro to książka to jakieś imię trzeba my wymyślić, żeby nie używać tego właściwego. Niech więc będzie Marek. Chłop słusznej postury. Już wówczas przewidywał, że broda jest taktyczna i modna więc ją nosił. Opanowany, elokwentny, spokojny. Lepszego współlokatora nie mogłem sobie wymarzyć. Miał jednak pewną dzikość w oczach schowanych za markowymi okularami.  Po jakimś czasie ta dzikość wyszła… ale o tym za chwilę. Jego postura i zarost przywoływała na myśl Wikingów. Miał jeszcze jedną cechę rodem prosto ze Skandynawii. I to była przyczyna naszej katorgi samochodowej. Gdy tylko na znaku drogowym pojawiało się ograniczenie prędkości to on na wszelki wypadek jechał o 20km/h wolniej. Na trasie mieliśmy taki odcinek gdzie było ograniczenie do 30km/h. Odejmij te dwie prędkości i spróbuj jechać na czwórce. On potrafił. Całe 10 km. Na początku jeździliśmy w piątkę. Po miesiącu towarzystwo się wykruszyło. Nie byli w stanie psychicznie wytrzymać świadomości, że PEKAESEM będzie szybciej. Tak więc jeździłem z Markiem sam. Do tego jak na złość rozpoczął się remont drogi i na odcinku 30 km były rozkopy, wertepy i inne atrakcje. Zupełnie jakbym jechał w inny, odległy świat, do jakiejś innej cywilizacji.

A to tylko był Sieradz. Urocze miasto. Napisałem, że urocze bo może ktoś z Sieradza będzie czytał i chcę aby mu się miło zrobiło. A nie! Czekaj! Sieradz serio jest super! Pamiętam, że akurat moja żona kupowała różne elementy wystroju mieszkania i okazało się, że nie ma bata, nie wprowadzi się jak nie będzie miała żółtej cukierniczki. Znowu zagadka. Wiecie ile sklepów w Opolu odwiedziłem szukając tej cukierniczki? WSZYSTKIE! I nie było. To znaczy jedną znalazłem ale okazało się, że coś co według mnie było żółte okazało się kanarkowe. Tiaaaa. A kolor naszej kuchni też nie był zielony, jak mi oświadczyła ukochana, tylko „Alpejska Łąka po przejściu Fioletowych Krów w Mroźny Listopadowy Poranek”

pauza:

Wkurzasz się, że na razie mało policyjnie jest? Spokojnie! Jeszcze będą pościgi, strzelaniny i rozkładające się trupy przeciekające przez sufit, którym z gałek ocznych wychodzą białe larwy a ty musisz poszukać czy nie ma przy nim dowodu osobistego…
Musi być jednak gra wstępna. Prawda szanowne czytelniczki?

No dobra. Wracam do cukierniczki. Wielomiesięczne poszukiwania właściwego odcienia żółci wyczerpały mnie psychicznie prawie tak samo jak tłumaczenie mojej ukochanej babci, że nie jestem głodny, i że jak jest zimno to noszę kalesony.

Nagle. Pewnego dnia. Urwała mi się sznurówka w bucie. Polazłem do centrum handlowego nieopodal Szkoły Policji. Wchodzę. Patrzę. Łzy wzruszenia napływają mi do oczu. Na półce stoi 12 cukierniczek w kolorze jak wnętrze znaku A-7. Błyszczące, żółciutkie, z połyskującym uszkiem. Stoją i uśmiechają się do mnie. Kupiłem dwie, bo pomyślałem, że pewnie jedna kiedyś nam się rozbije i co wówczas. Był poniedziałek. Do piątku daleko. Nic nie powiedziałem przez telefon małżonce. Chciałem zobaczyć jej reakcję. Jadąc przez 4,5 godziny w samochodzie ściskałem w ręku tego ceramicznego Świętego Gralla. Nie pomyliłem się co do reakcji żony. Pominę szczegóły co otrzymałem w nagrodę. W tego typu opisach lepsza jest Blanka Lipińska. 


Czyli jednak mam jedno fajne wspomnienie z Sieradza.
Żartuję.


Z Sieradza mam jeszcze drugie fajne wspomnienie tzn. basen w pobliskiej Zduńskiej Woli.


Oooo… słyszę za drzwiami narastające kroki, tłum gęstnieje, słyszę że mają kije i pałki z łańcuchami na końcu których są takie metalowe kule. To chyba Sieradzanie. Słuchajcie ludzie! Nie bijcie! Ja kocham Sieradz… słucham Ich Troje tylko z okresu jak wokalistką była wasza ziomalka Justyna Majkowska…
W oczach tłumu widzę ogień….
Stojący na przodzie mężczyzna cedzi przez zęby:- ona jest ze Zduńskiej Woli…
No dobra starczy tej travelo-blogo paplaniny.


Nikt mi tu nie puka. Nikt mi nie grozi. 
Sieradz jest OK.

To właśnie w tamtejszym Ośrodku Szkolenia Policji spędziłem 6 miesięcy i to tam z gościa, który klepał pisma dla gangusów w kancelarii adwokackiej zrobiono Psa… no może póki co małego szczeniaczka ale jednak.
Jak do tego doszło? Zenon Martyniuk nie wie.
Wy za chwilę się dowiecie.

cdn.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Brunnbair pisze:

    Mi się tam tekst podoba panie znawco pióra. 🤓

  2. SeRadź 🤭 pisze:

    Pozdrowienia z KPP S-dz 😁

Dodaj komentarz