Słowik w Vegecie

Po tym jak gwiazdą i szefem gali mordobicicia został twórca ruchu osób łamiących wspólnie prawo, no w sensie, że szef gangu pruszkowskiego – niejaki Słowik – wszyscy nagle poczuli się w obowiązku aby o tym coś napisać i generalnie zganić.

A mną jakoś tak targają emocje i nie są one jednoznaczne.

Generalnie nie mam problemu z tym, że ktoś kto wyszedł z więzienia po odbyciu kary wraca na łono społeczeństwa i podejmuje próbę normalnego życia. I nie piszę tu o Słowiku, tylko o każdym kto popełnił życiowe błędy i zgodnie z prawem odsiedział swoje.

Mam jednak ogromny problem z tym, że ktoś kto trafił do wiezienia jako gangster wraca do tego życia promowany w otoczce przewidzianej dla… gangsterów. Czarne maski, muzyka z Ojca Chrzestnego, napis że oto wkracza Boss.

No to już przesada. To jest właśnie to o czym mówił Krzysztof Stanowski. Promowanie czegoś w oparciu o przestępcze, patologiczne wzorce i szablony. Pokazywanie: patrzcie byłem gangusem a teraz na tym zrobię sobie fejm i biznes. Oczywiście, że to znajdzie swój poklask i klientelę. Każda potwora znajdzie swojego amatora jak mawiał ludowy poeta.

W końcu są też ludzie, którzy oglądają skoki narciarskie i uważają, że to nasz sport narodowy buahahahah!!!

Przeczytałem w kilku komentarzach na FB, że ja sam wygrzewam się w blasku Patryka Vegi, który promuje bandyctwo. Hmmm…. No i tu jest sprawa dyskusyjna. Twórczość Vegi jest dość prosta. Jest dobry bohater. Jest zły bohater. Czasami jest jakaś przemiana w trakcie filmu. Oczywiście wszystko podane w formie zdatnej do jedzenia popcornu w karmelu. To jest rozrywka. Przy tej całej jednak prostocie (niektórzy twierdzą prostactwie) jest jednak zachowany pewien kanon. Dobro zwycięża. No ewentualnie pokazane jest, że zło nie wygrywa. Filmy Vegi nie gloryfikują patologii. One pokazują ją jako jedną z płaszczyzn naszego życia i jednocześnie pokazują mroczne tego strony. Filmowi gangsterzy Vegi to zwyrole, prostaki czasami wręcz głupki. Przeważnie kończą na cmentarzu albo stają się memami jak Oświęcimski. Nikt mi jednak nie powie, że jakakolwiek czarna postać z filmów Patryka może dla kogoś stać się wzorcem.

Przy okazji promowania ludzi, którzy zbłądzili przypomniała mi się historia sprzed kilku lat gdy rozmawiałem z Dyrekcją renomowanego liceum. Odmówili zorganizowania spotkania z człowiekiem, który przez wiele lat był narkomanem. Potem wyszedł z tego. Napisał książkę i jeździ po szkołach ostrzegając przed tym czego sam doświadczył. Brzmi spoko. Dyrekcja pokazała mi jednak drugą stronę tego medalu. No dobra. Mamy kogoś kto ćpał. Był właściwie u bram nieba/piekła (tu sobie wybierzcie). I nagle on się podnosi. Pisze książkę, która staje się bestsellerem. Staje się gwiazdą licznych spotkań. Młodzież patrzy, słucha i może sobie pomyśleć: spoko to ja też sobie poćpam a potem na tym karierę zrobię.

Kurde… czyż nie ma w tym trochę racji?

Żyjemy w czasach gdy ludzie nie potrafią znaleźć wzorców i autorytetów. Szukają ich w mediach społecznościowych. Cyniczni gracze wykorzystują to robiąc hajs. Zalew informacji powoduje, że trzeba sięgać po coraz bardziej skrajne metody aby zwrócić na siebie uwagę. I ludzie łykają jak pelikany. Mamy epidemię patoinfluenserów, gwiazdeczek internetu, które cały swój sukces budują na promowaniu patologii.

Pamiętajmy jednak, że finalnie to tylko od nas, ODBIORCÓW, zależy czy ktoś staje się gwiazdą i może żyć jak pączek w maśle z naszych pieniędzy.